Grzegorz Lato to prawdziwa legenda polskiej piłki nożnej i co do tego nikt nie powinien mieć żadnych wątpliwości. Mało jednak kto zna, lub pamięta historię z końca 1993 roku, gdy najlepszy zawodnik w historii Stali Mielec prowadził rozmowy z PZPN-em na temat… objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski.

O karierze zawodniczej pana Grzegorza wiemy właściwie wszystko – jedyny polski król strzelców mundialu, dwukrotny brązowy medalista najważniejszego turnieju świata, a także złoty i srebrny medalista igrzysk olimpijskich. W reprezentacji Polski rozegrał łącznie 100 meczów, w których zdobył 45 bramek (w tym 10 podczas trzech mistrzostw świata). Wystąpił łącznie na trzech mundialach. W RFN został królem strzelców, w Argentynie zdobył dwie bramki, a w 1982 roku w Hiszpanii dołożył jednego gola.

Do tego wspaniała kariera klubowa w Stali Mielec, na którą złożyły się dwa mistrzostwa Polski (1973, 1975), jedno wicemistrzostwo oraz dwa razy trzecie miejsce. W lidze polskiej również zakładał koronę króla strzelców – było to w sezonach 1972/1973 oraz 1974/1975.

My jednak postanowiliśmy szerzej przyjrzeć się tematowi kariery trenerskiej Grzegorza Laty, który jest dużo mniej znana i zdecydowanie za mało opisywania. A szkoda, bo jeden z najlepszych piłkarzy w historii Polski był o pół kroku od objęcia funkcji selekcjonera naszej reprezentacji.

Grzegorz Lato – powrót do Mielca

Lato trenerką zaczął zajmować się na przełomie lat 80. i 90. w małym klubie w Kanadzie. To właśnie w tym kraju osiadł po zakończeniu kariery, ale życie na obczyźnie nie do końca mu pasowało. W 1991 roku wrócił do Polski i od razu otrzymał angaż w Stali Mielec. Lato wprowadził w Mielcu nowoczesne metody szkoleniowe, które poznał w Belgii i za oceanem. – Zerwał z ciężkimi obozami kondycyjnymi, na których biegano po górach z kolegą na plecach. Preferował zajęcia z piłką. Wprowadził inny trenerski styl.

– Widać było, że trener jest z innego świata. Był dla nas bardziej jak kolega, dobry znajomy, czasami przyjaciel niż wódz. Można było iść do niego z każdą sprawą. Zawsze wysłuchał – wspominał Bogusław Wyparło, wówczas początkujący bramkarz mieleckiego zespołu.

Lato przejął drużynę, która cudem utrzymała się w lidze (wygrała baraż z Miedzią Legnica) i w dwa lata zrobił z niej zespół z czołówki. Sezon 1992/93 mielczanie zakończyli na 6. miejscu. Wtedy jednak postanowił odejść – i to ligę niżej – do bogatej i mającej duże ambicje Olimpii Poznań. Cel był jasny – awans. Lato go zrealizował, ale właśnie podczas pracy w Poznaniu otrzymał najważniejszą ofertę w swojej karierze. – Mogłem objąć stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski – wspomina.

Wójcik faworytem

Był 1993 rok. Rok niedzieli cudów. Lech w eliminacjach Ligi Mistrzów ulega Spartakowi 2:7. Wszyscy jeszcze mają w pamięci 0:9 Widzewa z Eintrachtem. W polskiej piłce naprawdę nie działo się wówczas dobrze.

Reprezentacja dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy. Kadencja selekcjonera Andrzeja Strejlaua miała swoje wzloty, ale koniec był upiorny. W 1993 pokonaliśmy wyłącznie Finlandię i San Marino, mecząc się okrutnie, w Łodzi wygrywając po ręce Furtoka. Kadra, traktowana jak cyrk objazdowy, rozegrała sparing nawet w Brzeszczach. Kończyła eliminacje do World Cup 1994 pięcioma porażkami i z Lesławem Ćmikiewiczem za sterami.

W takich warunkach rozpoczęła się giełda nazwisk – wszyscy pytali: kto zostanie nowym selekcjonerem reprezentacji Polski? Choć dla młodszych kibiców wydaje się to dziś wręcz nieprawdopodobne, ale fakty są takie, że Grzegorz Lato był w ścisłym gronie faworytów do objęcia tej funkcji. Tak ścisłym, że rozpoczęto z nim nawet pierwsze rozmowy.

– Przyjechał nawet do mnie przewodniczący Wydziału Szkolenia PZPN, Zygmunt Lenkiewicz, który prowadził rozmowy z wszystkimi kandydatami na selekcjonerów – mówi Lato.

Kandydatów było kilku. Poza Latą do pracy z kadrą przymierzano również Janusza Wójcika, Władysława Stachurskiego oraz Henryka Apostela. Najmocniejsze nazwisko miał wówczas Wójcik, który rok wcześniej z kadrą olimpijską zdobył przecież srebro na IO w Barcelonie. On jednak odpadł w przedbiegach, bo nie dogadywał się z ówczesnym szefem PZPN, Kazimierzem Górskim.

– Ale startowałem w przedbiegach. Ba, wtedy przyjechał nawet do mnie przewodniczący Wydziału Szkolenia PZPN, Zygmunt Lenkiewicz, który prowadził rozmowy z wszystkimi kandydatami na selekcjonerów. Pamiętam, byłem akurat z piłkarzami Legii na zgrupowaniu w hotelu „Lando”, koło Piaseczna, i tam też z nim rozmawiałem na temat mojej koncepcji prowadzenia reprezentacji – pisał w swojej autobiograficznej książce nieżyjący już Janusz Wójcik.

– Wtedy pod Piasecznem rozstaliśmy się po godzinie rozmowy, ustaliliśmy nawet, że kwestie finansowe nie są najważniejsze, i wkrótce miałem dostać oficjalną odpowiedź. Podświadomie wiedziałem jednak, że nic z tego nie będzie. Nie pasowałem kilku osobom – dodawał.

5 tysięcy dolarów

Z kolei akcje Grzegorza Laty stały bardzo wysoko. Wszystko jednak miało rozbić się o kasę i… znajomości. – Ktoś rozpuścił plotkę, że chciałem 20 tysięcy. Ja w rozmowach mówiłem o pięciu tysiącach, pierwszy asystent miał mieć dwa i pół, a drugi półtora. Mogło być płacone w złotówkach, ale co miesiąc po aktualnym kursie dolara – czytamy w wydanej w latach 90. biograficznej książce, którą Lato napisał wspólnie z dziennikarzem Maciejem Polkowskim.

Ciekawe było również to, że w swoim sztabie chciał mieć menedżera drużyny i w tej roli widział Zbigniewa Bońka. Gdyby ten się nie zgodził, to oferta miała powędrować do Stanisława Terleckiego.

– Plany jednak spaliły na panewce, bo kadrę przejął Henryk Apostel – mówi Lato.

Krążyły jednak plotki, że Apostel dostał tę pracę również przez wzgląd na przyjaźń z prezesem Górskim. Kiedyś tę tezę potwierdził pracujący dziś w PZPN Janusz Basałaj. – Apostel miał w Kazimierzu Górskim wielkiego zwolennika, również z przyczyn osobistych. Obaj byli zza Buga, Apostel w ramach repatriacji przyjechał do Bytomia – mówił na łamach portalu Weszło.

Grzegorz Lato ponoć jeszcze długo nosił zadrę w sercu, że to nie on objął wówczas kadrę. Powoływał się na przykład Franza Beckenbauera, który zaraz po powrocie z USA (grał w Cosmosie Nowy Jork) przejął reprezentację Niemiec. Zdobył z nią zresztą mistrzostwo świata w 1990 roku. Drugim przykładem był Michelle Platini, który niemal zaraz po zakończeniu kariery objął stery w reprezentacji Francji. – W tamtym czasie miałem ambicję i wierzyłem w siebie. Dziś trudno już do tego wracać, ale wtedy było mi szkoda – wspomina.

W jego biografii możemy znaleźć również fragment, że był to moment, w którym Lato po raz pierwszy zniechęcił się do pracy trenera. Sukcesy jednak wciąż miał. Awansował z Olimpią do 1. ligi, potem pracował w Amice Wronki i starał się ratować Stal Mielec. Miał również epizod w greckiej Kawali, aż w końcu w 1999 roku podjął swoją ostatnią pracę – został trenerem Widzewa Łódź.

Trener Grzegorz Lato – ostatni rozdział

Drużyna wciąż mogła straszyć nazwiskami – był tam chociażby Artur Wichniarek czy wracający do formy Marek Citko. Były tam jednak również bardzo poważne problemy finansowe, z którymi zderzył się Lato. – Było takie powiedzenie, że nikt ci tyle nie da, co obieca Widzew. Za pierwszy miesiąc mi jeszcze zapłacili, za kolejne trzy już nie. No to przekazałem papiery do PZPN. Tam wszystko zostało rozwiązane – dostałem zaległe pieniądze – opowiada Lato.

Z pieniędzmi czy bez nich udało się osiągnąć niezły wynik. W eliminacjach Ligi Mistrzów Widzew najpierw grał z bułgarskim Liteksem Łowecz. Trudny przeciwnik, bo już w pierwszym meczu podopieczni Laty przegrali aż 1:4. W rewanżu przeszli jednak metamorfozę, odrobili straty i wygrali po karnych.

W ostatniej fazie eliminacji Widzew trafił już jednak na przeciwnika nie do przejścia – do Łodzi miała przyjechać włoska Fiorentina, drużyna z wielkimi ambicjami i jeszcze większym budżetem. – Co to była za drużyna, w ataku Batistuta, w pomocy Rui Costa, był tam jeszcze Enrico Chiesa, Angelo Di Livio czy Predrag Mijatović. Niesamowity zespół – opowiada Lato.

Drużynę prowadził równie słynny Giovanni Trapattoni. – Miły i serdeczny człowiek, życzyliśmy sobie dobrego meczu, choć widać było po nim, że raczej jest pewny zwycięstwa – mówi nasz bohater.

Widzew Laty plamy jednak nie dał. Oczywiście awansu nie było, ale porażki 1:3 i 0:2 z takim gwiazdozbiorem wstydu na pewno nie przynosiły.

Grzegorz Lato popracował w Widzewie jeszcze przez kilka miesięcy, aż zastąpił go Orest Lenczyk, który jako asystent trenera Zenona Książka pracował w Stali Mielec w połowie lat 70.

Świeżo upieczony 70-latek do pracy w charakterze trenera już nigdy nie wrócił. W latach 2001-2005 był senatorem RP z ramienia SLD, a w latach 2008-2012 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.

  1. Piotr Zieliński już nigdzie nie odejdzie. Wystarczyło to jedno zdanie
  2. Robin van Persie i Matthijs de Ligt. Z nimi grał nowy piłkarz z Fortuna 1 Ligi
  3. Robert Lewandowski wreszcie wyznał prawdę. Czekał z tym długie lata
  4. Sportowe historie: Najsłynniejsza konferencja prasowa w historii sportu. „Mam HIV”
  5. Sportowe historie: Sven Hannawald. Najwyższa cena historycznego sukcesu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here