Hertha Berlin – właśnie ten klub w ostatnich dniach najczęściej gościł w rozmowach polskich kibiców. Wszystko oczywiście za sprawą Krzysztofa Piątka, który Mediolan, włoską stolicę mody, postanowił zmienić na stolicę Niemiec. My tymczasem postanowiliśmy sprawdzić, jak wcześniej Polacy radzili sobie w Berlinie, a kilku ich przecież było.

Hertha Berlin to bez wątpienia klub o wielkiej tradycji, długiej historii (założony w 1892 roku) i wspaniałych kibicach. Mniej niestety w nim spektakularnych sukcesów, trofeów, czy meczów wspominanych miesiącami. Hertha, mimo że swoja siedzibę ma w najważniejszym mieście w Niemczech, to na innych wciąż musi patrzyć z zazdrością.

Świetny debiut, kiepski koniec

W tym klubie, z ponad 125 letnią historią, pierwsi Polacy pojawili się stosunkowo późno. Pierwszym na poważnie z nich był Piotr Reiss, który w stolicy Niemiec pojawił się w 1998 roku. Zaczął świetnie, bo w swoim debiucie 11 grudnia 1998 roku strzelił gola.

Niestety, były to miłe złego początki. Tamten gol z debiutu pozostał jedynym, jakiego Reiss strzelił w barwach Herthy. W sumie w Berlinie zagrał 16 spotkań w latach 1998-1999 oraz w 2001 roku. W międzyczasie był wypożyczany do MSV Duisburg, a następnie odszedł SpVgg Greuther Fürth, gdzie również kariery nie zrobił i postanowił wrócić do Poznania.

Problemy Reissa w Hercie nie zraziły Bartosza Karwana, który kontrakt w Berlinie podpisał w 2002 roku, tuż po tym jak razem z Legią Warszawa zdobył mistrzostwo Polski. Łącznie w stolicy Niemiec spędził dwa lata i nie zapisał się w historii klubu niczym szczególnym. No, może poza jedną historią. W październiku 2002 roku jego Hertha grała z Bayerem Leverkusen, Polak siedział na ławce, ale w samej końcówce dostał sygnał od trenera, że zaraz wejdzie na boisko.

Spostrzegł jednak, że pod dresem ma tylko biały podkoszulek treningowy, nie miał za to koszulki meczowej. Trener się wciekł, Polak wrócił na ławkę rezerwowych. Zdaniem wielu osób wtedy przekreślił swoje szanse na zaistnienie w tym klubie. Łącznie przez dwa lata uzbierał 27 występów, dwa gole i jedną asystę.

Z kolejnym Polakiem łączono w Berlinie ogromne nadzieje. Artur Wichniarek, przychodząc do Herthy w 2003 roku, miał już w Niemczech wyrobioną opinię. Czarował przede wszystkim na drugim poziomie, gdzie został królem strzelców, ale również w pierwszej Bundeslidze z regularnością zdobywał bramki. Wszystko w barwach Arminii Bielefeld.

Tylko jeden zadowolony

W Hercie jednak coś się zacięło. Również dlatego, że ówczesny trener berlińczyków częściej ustawiał Polaka na skrzydle, gdzie czuł się dużo gorzej, niż na środku ataku. Ostatecznie odszedł z Berlina w atmosferze skandalu, sądząc się z klubem o zaległe pieniądze.

Po takim końcu przygody, nikt nie spodziewał się, że Wichniarek wróci kiedykolwiek do Herthy, ale rzeczywistość okazała się inna. Drogi zasłużonego klubu i polskiego snajpera splotły się ponownie w 2009 roku. Było jednak katastrofalnie, tak dla samego Wichniarka, jak i Herthy. Napastnik znów strzelał mało, do tego cały zespół grał fatalnie i nie uratował się przed spadkiem, co dla kibiców tego klubu było prawdziwą katastrofą.

W tamtym sezonie w Hercie grał również inny Polak – Łukasz Piszczek. On chyba ze wszystkich wymienionych wyżej piłkarzy, na grze w Berlinie wyszedł najlepiej. Raz, że to właśnie tam zmieniono mu pozycję z napastnika na prawego obrońcę, a dwa, że notował naprawdę przyzwoite liczby. Swoją przygodę z Herthą zakończył po spadku w 2010 roku zamieniając Berlin na Dortmund. Resztę tej historii doskonale znamy.

Przez cztery lata zawodnikiem klubu był też Tomasz Kuszczak, który jednak nie zaliczył ani jednego meczu w Bundeslidze. Podobnie, jak Gracjan Horoszkiewicz, który w Hercie grał w drużynach juniorskich.

Jak widać, Hertha Berlin rzadko kiedy okazywała się szczęśliwa dla naszych piłkarzy. Pozostaje nam życzyć Krzysztofowi Piątkowi, żeby w jego przypadku było zupełnie inaczej.

O transferze Piątka dużo  można dowiedzieć się z najnowszego filmu Tomasza Ćwiąkały.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here