Emmanuel Olisadebe ma już status postaci kultowej. Były reprezentant Polski poprowadził naszą kadrę na pierwszy, po 16 latach przerwy mundial. Dla całego pokolenia młodych kibiców, popularny „Oli” był po prostu bohaterem.

Eliminacje do mistrzostw świata 2002 były dla polskiej reprezentacji niezwykłe. Wygraliśmy grupę z Ukrainą, Walią, Norwegią, Armenią oraz Białorusią i jako pierwsza reprezentacja w Europie, awansowaliśmy na Mundial.

Największą gwiazdą zespołu był oczywiście nasz superstrzelec Emmanuel Olisadebe. Jego bramki w dużej mierze przyczyniły się do naszego awansu.

Reprezentacja w tamtym czasie wyglądała, jak prawdziwy kolektyw. Miało się wrażenie, że to jedna wielka rodzina, która świetnie się dogaduje, a potem wygrywa na boisku. Im jednak bliżej było mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii, tym atmosfera coraz bardziej gęstniała.

Olisadebe: prawda o Mundialu 2002

Mundial nam nie wyszedł. Najpierw była porażka 0:2 ze współgospodarzami turnieju, a następnie przyszła katastrofa i blamaż 0:4 w meczu z Portugalią. Dopiero w ostatnim meczu, już bez znaczenia, pokonaliśmy w bardzo ładnym stylu Stany Zjednoczone. Pierwszego gola zdobył Emmanuel Olisadebe. Był to również jego ostatni gol w reprezentacji Polski.

Teraz Olisadebe odniósł się do tamtych wydarzeń. – Mogliśmy osiągnąć więcej, ale wielu zawodników grało dla siebie. W kwalifikacjach tworzyliśmy drużynę. W finałach tego zabrakło. Niektórzy koniecznie sami chcieli błyszczeć – przyznał cytowany przez „Przegląd Sportowy”.

– Szybko wychodzi, gdy ktoś nie daje z siebie wszystkiego. Do tego dochodziły walki między dziennikarzami i starszymi zawodnikami, konflikty o reklamy – dodał.

Dlatego ciekawe co na to Tomasz Hajto. Przypomnijmy, że to podczas jego konferencji prasowej przed meczem z Koreą konflikt z dziennikarzami miał swoje apogeum.

  1. Marcin Najman wykonał piękny gest. Co wy na to, hejterzy?
  2. Neymar już wszystko wie? „Władze klubów wyraziły zgodę”
  3. Grzegorz Krychowiak wielkim optymistą. Broni selekcjonera!
  4. Robert Kubica znów miał pecha. Kraksa podczas kwarantanny!
  5. Sportowe historie: Grzegorz Lato skrywał jeszcze jeden sekret. „Oferta na stole”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here